Jak to wszystko ogarnąć?!

kwietnia 29, 2016 0 Comments

Pierwszy miesiąc po narodzinach Kazika to czas totalnego rozgardiaszu, żeby łagodnie to ująć.
Podobno istnieją dzieci idealne (czytaj: ciche i ciągle śpiące), które sprawiają, że „urlop” przy słowie „macierzyński” ma rzeczywiście sens – trudno jednak powiedzieć ile w tym prawdy J W naszym wypadku trafiliśmy na egzemplarz charakterny, w dodatku obarczony kolkami. Pierwszych kilka tygodni to czas, poza tym że piękny, bardzo straszny. Cały porządek świata odszedł w zapomnienie. Nic się nie zgadzało. Dziecko ciągle płakało i krzyczało, jadło o dowolnych godzinach, spało mało i o dziwnych porach, żądało zmiany pieluchy zbyt często lub niezbyt, ale jedno robiło regularnie – żądało uwagi. Nieustannie. Najlepiej w postaci leżenia na matce. Ciągłego. Bo jak nie to wrzask. To, oraz brak snu i hormony rozchwiane po porodzie, sprawiło że całe normalne życie poszło w odstawkę. Nie było mowy o normalnym sprzątaniu, ogarnięciu siebie, ogarnięciu rzeczywistości, ogarnięciu czegokolwiek. A gdy ktoś mówił że wszystko unormuje się samo za kilka tygodni – ciężko mi było w to albo uwierzyć albo się z tym pogodzić.
Ale rzeczywiście. Nie wiadomo kiedy z tego chaosu zaczął wyłaniać się względnie nowy świat.
Postanowiłam karmić na żądanie oraz dawać Kazikowi tyle czasu i uczucia ile potrzebuje, jedynie STARAJĄC się wprowadzać jakieś stałe działania.
W okolicach 6 tygodnia zaczęłam obserwować z ulgą, choć i zdziwieniem, normowanie się pewnych obszarów dobowych.

W tej chwili Kazik je średnio co 3 godziny. Oczywiście zdarzają się dni gdy przesuwa sobie karmienie godzinę do tyłu lub do przodu i rozchrzania całą dobę, no ale takie jest życie z dzieckiem. Zdarzają się też takie gdy chce jeść raz co 2 a raz co 4 godziny, ale przecież to nie sterowany komputerowo mechanizm. Wy też macie czasami ochotę na pomidorową, a czasami na trzy eklerki J
Po porannym karmieniu (za takie uznaję to co jest od 8, wszystko co przed 6 to noc J) następuje poranne mycie, kremowanie i przebieranie. Później chwila w łóżeczku pod karuzelą – zwykle ja wtedy lecę się umyć i przebrać jeśli nie zrobiłam tego wcześniej, ale staram się wstać przed Kazikiem, i wtedy ogarnąć jeszcze kuchnię po tym co zostawiłam tam w nocy. Następnie przytulanie, śmianie się, robienie głupich min, guganie. Koło 11 następny posiłek i wychodzimy na spacer, na którym mały śpi a ja staram się pokonać jak największy dystans w jak najkrótszym czasie – to mój jedyny czas na aktywność fizyczną, której potrzebuję aby wrócić do formy po trudnym czasie ciąży i porodu. Po spacerze koło 14 – posiłek. Później czas na popołudniowe zabawy – siedzenie na leżaczku z wibracjami i oglądanie kart kontrastowych (w tej chwili zajmuje to dość dużo czasu bo Kazik ma fazę na dokładne oglądanie obrazków, a ja w tym czasie o każdym z nich opowiadam historie), leżenie na macie (choć jest jeszcze za mały i na razie interesuje go tylko jeden motylek z szeleszczącymi skrzydełkami, nie wyciąga jeszcze rąk do zabawek więc tylko patrzy i guga), leżenie na brzuchu na drugiej macie i ćwiczenie podnoszenia głowy (to woli robić leżąc na mamie), tańczenie na rękach mamy, słuchanie piosenek z youtube i śpiewanie oraz ulubiona część – zwiedzanie mieszkania na rękach mamy i podziwianie wszystkich mebli, z ulubioną półką na czele. Czasami udaje się zdążyć z poczytaniem jakiejś bajki.
Koło 17 kolejny posiłek i faza przytulania, 18-19 drzemka po której wybieramy jakieś spokojne aktywności. 20:30 – kąpiel, później jedzenie i 21:30 po ukołysaniu i kołysance Kazik idzie spać do łóżeczka. Pierwsza pobudka nocna następuje o północy – karmienie nocne zwykle trwa 30-40 minut, bo zaspanie nie pozwala szybko jeść, a rozdrażnienie rozbudzaniem się wydłuża czas przewijania J. Tym sposobem przed 1 w nocy Kazik ląduje w naszym łóżku w sypialni – do rana śpi już z nami. Kolejne karmienia to okolice 3 i 6 rano. To pierwsze zwykle dłuższe i połączone z większą aktywnością i wzmożonym oglądaniem mieszkania, trwa godzinę – półtorej. To nad ranem – przeprowadzane na śpiocha, jedzenie z zamkniętymi oczyma, po nim obowiązkowe długie tulenie i zasypianie na mamie. Około 7 Kazika można odłożyć obok i pospać do 8 J

I to naprawdę jest niesamowity porządek. Wcześniej wszystko następowało o każdej możliwej godzinie i pierwszy miesiąc to czas niemal bez snu. Co też nie wpływa pozytywnie na umiejętność ogarnięcia przestrzeni J
Ten względny porządek to nie tylko kwestia przystosowywania się dziecka do życia. To również sprawa przystosowania się mnie do dziecka. Czynności, które początkowo zajmowały mi tyyyle czasu (choćby zwykłe przewinięcie – gdy zdejmuję pieluchę Kazik osikuje wszystko wokół, szykuję więc nową pieluchę, rozbieram go, wycieram, ściągam z przewijaka zasikane podkłady, a gdy leży już na czystym i suchym podkładzie, a ja w ręku trzymam nowego bodziaka – jego pęcherz znów ożywa i zasikuje nie tylko wszystko pod sobą, ale również mnie i czysty ciuch. W ten sposób przewijanie może rozwlec się i do następnego karmienia, jeśli niedajboże po drodze wkradnie się jeszcze robienie kupy lub ulanie, i pochłonąć kilka pieluch które jeszcze mogłyby się nadać i kilka zmian ciuchów, które nawet nie zdążą być zapięte) stały się rutynowe i zaczęły go zajmować dużo mniej – wprawa jest kluczem do sukcesu. A na to potrzeba czasu i praktyki, nic innego.

Początkowo nie umiałam też znaleźć czasu na NIC innego niż Kazik. Wraz z porządkowaniem rytmu dobowego i zwiększaniem umiejętności ogarnięcia Kazika w krótszym czasie – znajduje się czas również na zajęcie się mieszkaniem. Samą sobą jeszcze niestety niekoniecznie, ale liczę na to że to jeszcze przyjdzie z czasem.
I tak: jeśli uda mi się wstać przed Kazikiem to odkładam do szafek suche po nocnym zmywaniu naczynia, wycieram blaty. Raz w tygodniu staram się wówczas dokładnie wyszorować zlew i kuchnię, raz w tygodniu umyć sanitariaty w łazience. Rano myję się i ubieram w biegu, w okolicach pobudki Kazika. W trakcie jego popołudniowej drzemki odkurzam albo myję podłogi albo… idę spać razem z nim. Nie robiłam tego przez pierwsze tygodnie i to był błąd – mama ma czas spać wtedy gdy dziecko również śpi. Jeśli tego nie robi to zamienia się w zombiaka. Zombiak nie umie się dobrze zająć dzieckiem. A więc w trakcie drzemki my również śpimy – to bardzo ważna mądrość! Część drzemek wykorzystuję jednak w pierwszej kolejności na pranie, prasowanie, składanie prania, porządkowanie. Następny czas dla siebie mam dopiero po położeniu Kazika spać – o 21.30 wstawiam obiad (zupę jemy o 15-16, drugie danie dopiero wieczorem) i do 22.30 jemy kolację, oglądając głupi serial i podsumowując co się danego dnia wydarzyło. Następnie – zmywanie, mycie kuchenki, szybki turboprysznic, herbata, czasami nawet umycie włosów. Zanim młody się obudzi obchodzę całe mieszkanie i porządkuję po całym dniu – porozrzucane koce, pieluchy, porozstawiane nie na miejscu rzeczy, rozrzucone ubrania itd.
Po karmieniu o północy albo padam spać, albo napiszę coś na bloga (ten wpis powstaje na 3 raty i zwykle koło 3 w nocy), albo czytam ulubioną grupę matek na FB, raz w tygodniu sprzątam (tak, zdarza mi się sprzątać między północą a 3 nad ranem….). Raz na 10 dni zamawiam większe zakupy w markecie internetowym. Po dostawie wieczorem marynuję mięsa, dzielę warzywa, pakuję porcje obiadowe i mrożę – dzięki temu później codziennie udaje mi się wyrobić z obiadem, który zwykle przygotowuję na dwa dni.  Raz na 3 tygodnie zapasy dla Kazika w aptece internetowej – zwykle również w nocy.

I codziennie to samo. Na spidzie. Od nowa. Do znudzenia. Ale codziennie mamy dwa ciepłe posiłki, względnie czyste i poprasowane co trzeba, względny porządek. Mieszkanie świeci przykładem tylko raz w tygodniu, gdy akurat uda się zgrać dzień bez prania, po prasowaniu, po wytarciu kurzu, umyciu kuchni, łazienki, odkurzaniu… itd. Nie udaje się każdej z tych czynności wykonać codziennie, ale udaje się znaleźć taki dzień tygodnia gdy wszystkie one się nakładają – i to uważam za sukces. A więc jego podstawą jest umiejętność odpuszczenia sobie.

I tak nie dacie rady zrobić wszystkiego i o każdej dowolnej porze. A więc czasami trzeba machnąć ręką i iść z dzieckiem na spacer, zostawiając za sobą bałagan w mieszkaniu. A później wrócić, poprzytulać się i wspólnie zasnąć.

Sobie i wszystkim matkom życzę znalezienia równowagi i spokoju ducha! J

A jak znajdę jeszcze czas na ogarnięcie samej siebie, a później wrócenie do pracy i ogarnianie tego wszystkiego równocześnie to uznam to za olbrzymi sukces!

0 komentarze:

Pokrowiec na telefon - pomysł na Dzień Ojca :)

kwietnia 23, 2016 0 Comments

Wiem, wiem, do Dnia Ojca jeszcze masa czasu... ale pomysł może być wykorzystany na dowolny inny dzień z okazją lub bez :) W obecnych czasach telefony komórkowe są coraz cieńsze i równocześnie coraz większe. Tym sposobem Tata Kazika nabył nowy gadżet znakomitej wielkości, która spowodowała niemożność zmieszczenia go w jakiejkolwiek kieszeni a także pokrowcu.

Możnaby takiż dokupić - jednak o ile przyjemniej jest zrobić komuś prezent własnoręcznie! :)

Wystarczy odrobina filcu i fantazji!

Jak to się robi?

Będziecie potrzebować:
- filc - najlepiej w dwóch różnych kolorach, o wymiarach taki aby zmieścić telefon
- ewentualnie ozdoby - ja wykonałam aplikację również z fragmentów filcu
- klej szewski - przezroczysty i elastyczny
- igłę i nici

1. Odmierzacie telefon i zakładacie po 5 mm nadmiaru z każdej strony. Docinacie filc - najlepiej przy wykorzystaniu maty kreślarskiej, ostrego nożyka i linijki (aby wyciąć proste linie).
Ja wykorzystałam dwa kolory filcu - czarny na warstwę zewnętrzną oraz zielony na warstwę wewnętrzną (aby powłoka pokrowca była grubsza i zapewniała większą amortyzację dla telefonu), wycięłam więc 4 prostokąty, z czego wewnętrzne były odrobinę mniejsze.

2. Sklejacie wartswę wewnętrzną i zewnętrzną przy użyciu kleju szewskiego, wkładacie między dwie warstwy (np. szklane deski do klejenia - filc nie powinien się do nich przykleić nawet jeśli klej przecieknie) i przykładacie czymś ciężkim (np. książkami) na kilka-kilkanaście godzin.

3. Przygotowujecie aplikację do naklejenia na pokrowiec. Ja wykorzystałam w tym celu symbol Domokuna, który miałam już gotowy - wcześniej przygotowywałam filcowe breloczki w tym kształcie.

4. Naklejacie aplikację na warstwę która ma być wierzchem pokrowca. Ponownie przyciskacie.

5. Po wysuszeniu kleju obie warstwy delikatnie prasujecie żelazkiem (na opakowaniu kleju znajdziecie instrukcję dotyczącą sprasowywania - temperatury i czasu prasowania).

6. Wnętrze warstw smarujecie cienką warstwą kleju tuż przy 3 krawędziach, składacie je równo i przykrywacie ciężkimi przedmiotami - klej przy krawędziach będzie dodatkowo scalał pokrowiec przed zszyciem krawędzi nitką.

7. Po dokładnym wysuszeniu całości zszywacie 3 krawędzie (dodatkowo można obszyć osobno 2 krawędzie górne) - maszynowo lub ręcznie, w zależności od efektu który chcecie uzyskać.

0 komentarze:

Pierwszy miesiąc dziecka - must have

kwietnia 06, 2016 0 Comments

Pisałam wcześniej o tym, jak powinna wyglądać wyprawka dla noworodka - na podstawie informacji znalezionych w internecie, porad rodziców i znajomych, komentarzy zawartych na forach itd. Jednak pierwszy miesiąc wspólnego życia zweryfikował i te dane :)

Co w naszym wypadku sprawdziło się najbardziej, z czego korzystamy na codzień, bez czego nie wyobrażam sobie życia świeżo upieczonej mamy?


Ubranka

Nie wyobrażam sobie życia bez pajaców! Takich z rozpinanymi obiema nogawkami. Podczas pierwszych dni, gdy bałam się w ogóle podnieść małego aby go nie "uszkodzić" ubieranie go w cokolwiek wkładanego przez głowę było mordęgą. Podobnie wykręcanie tych maleńkich rączek i wciskanie ich w rękawy umieszczone nad głową - koszmar! Pajace są idealne - kładziecie na takim rozpiętym dziecko, po czym z łatwością chowacie wszystkie kończyny i zapinacie całość. No, delikatną mordęgą może być zapinanie pierdyliarda zatrzasków w środku nocy - wówczas na pewno coś pójdzie nie tak i rano zauważycie, że maluch zapięty jest bez ładu i składu :)

Polecam aby to właśnie pajacyki stanowiły większość wyprawki na pierwsze dni - zarówno do szpitala jak i do domu. Gdy nabierzecie wprawę - wówczas zaczniecie ekspetymentować z innymi ubrankami :)


Pielęgnacja

Dobrym pomysłem okazało się kupienie kilku rodzajów pieluch i sprawdzenie jak na nie reaguje maluch - np. po jednych z nich dostał odparzeń i wysypki, po innych skóra była bardzo ładna, a zapachy i wilgoć dobrze wchłonięte. Polecam więc kupienie kilku małych opakowań "jedynek" na początek i sprawdzenie jak na nie reaguje skóra Waszego noworka.

Jeśli chodzi o kosmetyki, na codzień używamy linomagu na zmianę z bepantenem (do higieny okolic odbytu, nawilżania skóry pośladków i nóżek), zasypki/pudru Johnsons&Johnsons (do zasypania odparzeń pachwin jeśli się pojawią oraz popularnych odparzeń fałdów skórnych na szyjce - uwaga! przed użyciem zasypki musicie skórę dobrze umyć gotowaną wodą i dokładnie wysuszyć), kremu ochronnego Bambino - na buzię, przed wyjściem na dwór w chłodniejsze dni.

Dodatkowo nie wyobrażam sobie dnia bez:
- podkładów na przewijak - pomagają utrzymać go w czystości, odizolować dziecko od tworzywa przewijakowego oraz szybko uporać się z problemem w wypadku zasikania :)
- płatków kosmetycznych - mniejszych do czyszczenia oczu i buzi i większych prostokątnych do czyszczenia pupy (nie używamy gotowych nawilżanych chusteczek ze względu na ilość chemii w nich zawartą - jedynie gotowanej ciepłej wody)
- octaniseptu - idealny do czyszczenia kikuta, a później świeżego pępuszka, ale przydał mi się również podczas zapalenia sutków czy dbania o ranę po cięciu cesarskim
- patyczków do uszu - jednak wykorzystywanych do dbania o higienę kikuta i pępka :)
- woreczków zapachowych na pieluchy - pięknie pachną i zabijają wszelkie nieprzyjemne zapachy, dzięki czemu mieszkanie pozbawione jest "swądu szczocha"
- soli fizjologicznej - idealna do przemywania oczek w wypadku zaropienia, jako krople do nosa w wypadku kataru lub problemów z oddychaniem
- wanienki i gąbki którą umieszczamy na dnie, dzięki czemu maleńki noworodek może leżeć swobodnie w kąpieli
- płynu do kąpieli - korzystamy z Hippa do ciała i włosów

Przydały się nam też:
- termometry - gdy dziecko płacze momentalnie się nagrzewa. Dopóki nie poznacie się nawzajem, spanikujecie tysiąc razy myśląc, że ma gorączkę. Warto mieć możliwość szybkiej wersyfikacji swoich lęków. Ja dla pewności wykonuję dwa pomiary - termometrem do stosowania pod pachę/doodbytniczo i doustnym w smoczku
- mielone siemię lniane - duża część noworodków dostaje po jakimś czasie wysypki, często diagnozowanej jako trądzik niemowlęcy - jednak nawet położnej może sprawić problem jednoznaczna diagnoza. Warto wówczas łagodzić objawy naparem: zalewacie łyżeczkę mielonego siemienia lnianego połową szklanki wrzątku i korzystacie z tego naparu cały dzień, rozcieńczając niewielkie ilości jeszcze mniejszą ilością wrzątku aby uzyskać letnią emulsję do przemywania - wystarczy namoczyć wacik i przemyć skórę, a następnie pozostawić do wyschnięcia. Efekty widoczne są już po 1-2 dobach
- proszek i płyn do prania Lovela, płyn do płukania
- krem Maltan - tak, nie tylko na zmęczone karmieniem sutki, ale również jako.. krem na wysuszone i popękane usta maluszka


Kolki

niestety nas nie ominęły. Tu metody są różne i znajdziecie kilka różnych zestawów, które mają zmniejszyć dolegliwości. U nas sprawdzają się (z rzeczy do kupienia, bo poza tym polecam masaże, ciepłe okłady, dużo kontaktu brzuch do brzucha i uspokajania dziecka):
- probiotyk Biogaja - pierwsze efekty mogą wystąpić już po pierwszej dobie od podania, najczęściej zaleca się podawanie przez 2-3 miesiące
- krople Espumisan 100 - podobno po zużyciu jednej butli będziemy mogli już z niego rezygnować
- termofor - do rozgrzewających okładów
- butelka Lovi - ze smoczkiem imitującym sutek kobiecy, wymuszającym odruch ssania jak podczas ssania piersi - uniemożliwia łapczywe jedzenie i minimalizuje ilość połykanego wówczas jedzenia. Dla mnie numer jeden, dużo lepszy od butelek antykolkowych które już zdążyliśmy przetestować
- rumianek - delikatny napar z rumianku podawany do picia, napar z kopru u nas się nie sprawdził


Inne

- kocyków nigdy dość :) Już pisałam, że biją początkowo wypatrzone przeze mnie rożki na głowę. Dobrze mieć ich kilka - u nas zwykle kocyki są rozłożone w newralgicznych miejscach mieszkania (sypialnia małego, nasza, salon) i w wózku, a zawsze jakiś się zabrudzi :)
- pieluchy tetrowe - niezastąpione do wycierania buźki i podczas odbijania po jedzeniu
- pieluchy flanelowe - czasami warto położyć niemowlaka na czymś innym niż sztuczny kocyk, flanela jest ciepła i miła dla skóry
- cążki i nożyczki do paznokci
- szczotka do włosów
- karuzela na łóżko lub cokolwiek z muzyką/kołysankami co będziecie mogli włączyć podczas usypiania

0 komentarze:

Recenzja: Jo Nesbo, Pancerne Serce

kwietnia 03, 2016 0 Comments

OK, na jakiś czas kończę z recenzjami Nesbo, więc jeśli też jesteście fanami jego twórczości - korzystajcie :)

Pancerne Serce opowiada o tym, co się dzieje z komisarzem Hole'm po rozwiązaniu sławnej sprawy Bałwana, która dość koszmarnie i mocno dotknęło go osobiście. Jak wiemy Hole pogrążył się w nałogu alkoholowym i postanowił nie niszczyć więcej życia swoich bliskich, a być może zniszczyć swoje - wszystko aby zapomnieć o przeszłości i usunąć się w cień. W tym celu porzuca pracę w policji i wyjeżdża do Hongkongu - miejsca, w którym wydaje mu się że może się zgubić, zaszyć, pozostać niezauważonym.

Jednak dla zdesperowanych osób, pragnących go odnaleźć nie ma rzeczy niemożliwych - tym razem taką osobą okazuje się młoda policjantka z Oslo, która postanawia sprowadzić Harr'ego do domu, aby pomógł w rozwikłaniu kolejnej zagadki.

W Norwegii giną dwie kobiety, a sposób dokonania zabójstw wskazuje na jednego sprawcę. Wkrótce w spektakularny sposób ginie młoda parlamentarzystka - sposób jej śmierci różni się od pozostałych, jednak wszystko wskazuje na tego samego zabójcę, związanego w jakiś dziwny sposób z jedną nocą spędzoną przez kilka osób w odludnym górskim schronisku.

Jak do tej zimowej atmosfery ma się gorąc i okrucieństwo piekła Konga?

Wiecie jakie było moje zdanie odnośnie serii z Hole'm. Ta książka to chyba najlepsza z tych historii!

0 komentarze:

Miesiąc

kwietnia 02, 2016 0 Comments

Kaziku, synku, dzisiaj wieczorem skończysz miesiąc. Nie mogę w to uwierzyć, pamiętam jak przed chwilą Twój Tata robił mi zdjęcie z wielkim brzuchem, siedzącej na skraju łóżka w sali porodowej. Pamiętam każdy moment porodu, choć nie do każdego chciałabym wracać :) Pamiętam gdy usłyszałam Twój pisk gdy lekarze wyjęli Cię z mojego brzucha. I gorące łzy na policzku, gdy Cię zobaczyłam.

Nasza pierwsza noc była wyjątkowa, spędziliśmy ją wtuleni w siebie, i choć nie mogłam się ruszyć po operacji i zobaczyć jak wyglądasz, czułam że jesteś wyjątkowy i kocham Cię najbardziej na świecie. To samo uczucie rozczulenia towarzyszy mi każdej kolejnej nocy od tamtej chwili - wystarczy że na Ciebie spojrzę lub pogłaszczę Cię po policzku.

Ten pierwszy miesiąc minął tak szybko, choć jednocześnie tyle się wydarzyło i zaczynamy uczyć się siebie nawzajem.

Często boli Cię brzuszek i nie dajesz nam się dobrze wyspać, Twoja mama wygląda jak średnio świeże zombie, ale ciężko się dziwić skoro od miesiąca nie przespała więcej niż 3 godziny pod rząd. I tak za każdym razem gdy Cię widzi wyciąga do Ciebie ręce i szeroko się uśmiecha, podobnie jak Twój tata. Każde Twoje naprężenie i buzia wykrzywiona w podkówkę bolą również nas.
To są takie dni, gdy cały dzień chcesz spędzać na mamie - w każdej pozycji, na rękach, na ramieniu, na brzuchu, przyklejony do boku, przyssany do szyi, bez różnicy. Wszystko jest na nie i źle, ale nauczyliśmy się to tolerować - Ty sobie wrzeszczysz, mama rozmasowuje zdrętwiałą skroń i jedziemy dalej.

Spacery wolisz przesypiać i ciężko powiedzieć czy je lubisz, ale na pewno nie lubisz gdy trwają zbyt krótko - jesteś wtedy rozdrażniony i sam nie wiesz czego chcesz. Tak więc - poniżej godziny to nie spacer, nie da się nawet wpaść w wystarczająco głęboki sen, aby kontynuować go po powrocie do domu.

Po jednym z nich nagle zacząłeś ostrzej widzieć. Okazało się, że jesteś w stanie badać nasze twarze i wnikliwie patrzeć w oczy osoby, która Cię karmi. Jednak najciekawsze są elementy wystroju wnętrz: ukochana czarna półka wisząca nad kanapą, na którą możesz patrzeć nawet pół godziny bez przerwy, ciemnobrązowy regał, którego oglądanie umila proces przewijania w czystą pieluchę oraz wszelkiego rodzaju lampy. Szczególnie te u taty na górze, z drewienkami, które dostrzegłeś dzisiaj i pierwszy raz oglądałeś coś w pionowej pozycji, z głową wysoko zadartą do góry. Niefajne są tylko framugi drzwi, których nieco się boisz, gdy szybko przekraczamy je w nocy jadąc na sygnale od sypialni do przewijaka.

Mleko lubisz ponad wszystko. Rumianek ani żadne napary nie należą do ulubionych. Jednak prawdziwy koszmar to woda - kto wymyślił że da się to pić? Dzięki niej nauczyłeś się pluć. Idzie Ci to niemal tak dobrze jak ulewanie na mamę - wiadomo, nic nie jest takie fajne jak wybrudzenie świeżych ciuchów mamy lub poszukiwanie jej twarzy po to aby nabekać jej do ust. Hahahah :)

Teoretycznie nie umiesz jeszcze skoordynować rąk ani nóg, jednak ta zasada ma dwa odstępstwa - gdy się oplujesz usta zawsze wycierasz rękawem, zanim ktokolwiek zdąży zrobić to za Ciebie, najlepiej tuż po kąpieli i przebraniu w czyste ubranka, w końcu w brudne nie będziesz ust wycierał. I gdy nikt nie patrzy, ścielisz sobie po swojemu - naciągasz na głowę kocyk, pieluchę i królika i rozkopujesz dół pościeli - nogi mają być na wierzchu! Bez kocyków, bez spodni, bez skarpet. Tylko gołe nogi się liczą i tylko z takimi da się spać.

Mimo wszystkich pisków, wrzasków, krzyków, płaczu - jesteś naszym najgrzeczniejszym chłopcem. Uwielbiamy Twoje wielkie, mądre oczy, którymi lustrujesz otoczenie i nas. Twoje miny - muszę pamiętać aby powiedzieć Ci, gdy będziesz duży, żebyś został aktorem!

Kaziku, kochamy Cię ogromnie i jednocześnie chcemy abyś pozostał taki maleńki oraz abyś dorósł i już z nami rozmawiał. Nie da się mieć jednego i drugiego, dlatego dokładamy wszelkich starań aby każdy dzień z Tobą przeżyć jak najdokładniej i zapamiętać jego każdy szczegół, jednocześnie mówiąc Ci o przyszłości, abyś się jej nie bał, zawsze bowiem będziemy przy Tobie.

0 komentarze: