Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

Kolki, płacze i inne nieszczęścia

W ciąży uznałam że po porodzie jakoś to będzie - w końcu każda matka posiada intuicję, czyż nie? Każda także uczyła się tego jak dziecko jest zbudowane i jak dbać o jego higienę. Zrobiła wyprawkę. Pościeliła łóżeczko i wyprasowała ubrania. Zadbała o uwicie gniazda. Czego się więc obawiać? Jedynie czekać na rozwiązanie - a później już tulenie, tulenie i tulenie... Tyle wyobrażeń, a tymczasem rzeczywistość potrafi się z nimi rozminąć.

Dopiero po porodzie usłyszałam termin "kolki" i jakoś skojarzyłam że coś mi to mówi - nie pamiętałam jedynie w którym to kościele dzwoni... To po porodzie przeżyłam najgorszy tydzień, gdy moje dziecko płakało niemal bez przerwy - a ja razem z nim, bo wydawało mi się, że skoro wrzeszczy i krzyczy, dzień i noc, to z pewnością dzieje mu się jakaś okrutna krzywda, a ja również mu ją wyrządzam - brakiem pomocy. W pewnym momencie z przerażeniem zauważyłam jak małe ciałko wygina się we wszystkie strony i napręża. A ponieważ zewsząd grzmiało niczym wyrok: "no tak, chłopcy mają problemy z kolkami", to co widziałam zinterpretowałam jako kolki, a te, idąc za brzmieniem tego wyrazu - jako ból brzucha, który wszystkiemu jest winien.

Jednak obserwacja mojego dziecka, początkowo około 22 godzin na dobę (bo tyle pozostawałam w gotowości) przyniosła mi nieco inne wnioski. Otóż, szaleńczo wg niektórych, doszłam do wniosku że ból brzucha nie jest przyczyną mrożącego krew w żyłach wrzasku. To tylko jeden z przyczynków do histerycznej reakcji, ale wcale nie jedyny.
Wg moich wniosków Kazik wpadał w szał gdy odczuwał że nie jest już w brzuchu. Gdy stykał się z czymś nowym. Gdy zdarzało mu się usłyszeć lub zobaczyć więcej, głośniej, coś innego niż dotychczas. Gdy było mu za chłodno lub za ciepło, gdy bujało za mocno lub nie bujało, gdy było zbyt stabilnie, gdy było plecami do dołu, gdy było daleko od mamy lub pachniało czymś nowym. No i oczywiście gdy mleko wlatywało do brzucha, a to co w brzuchu przesuwało się w stronę pieluchy, ale równocześnie niewyćwiczone zwieracze zaciskały się zamiast otwierać, co powodowało napinanie, wyginanie się, ból - i kolejną dawkę krzyku. Nierozwinięty układ trawienny był dodatkowym powodem, nie główną przyczyną.

Aby nie móc sobie nic zarzucić - i zwiększyć prawdopodobieństwo przyniesienia ulgi dziecku - chwytaliśmy się jednak większości sensownie brzmiących (lub trafiających w intuicję) rozwiązań, w tym tych dotyczących uporania się z bólem brzuszka. W naszym wypadku ostatecznie sprawdził się poniższy zestaw "anty kolkowy". Od razu zaznaczam, że metod jest jeszcze więcej i w wypadku każdego dziecka może podziałać nieco inny zestaw.

- metoda 5s - u mnie na pierwszym miejscu, ponieważ pomagała nam radzić sobie z bólem istnienia dzidziusia i stworzyć mu warunki przypominające te z brzucha - w momentach histerii ("napadów kolkowych")  oraz podczas nocnego usypiania
- tulenie, kangurowanie, noszenie na rękach - nie, nie boję się że dziecko "się przyzwyczai", uważam że gdy zacznie raczkować to samo zejdzie z rąk, a póki co nie umie samo się przemieszczać, jest zupełnie od tych rąk uzależnione. No i póki mogę to tulę, to najpiękniejsze chwile bliskości. Pomagają mu poczuć się bezpiecznie, wyciszyć, uspokoić smutki - ramiona matki powinny być wypisywane na każdej recepcie na kolki
- bujanie, wspólne tańczenie i śpiewanie - jak wyżej
- kropelki - ułatwiające dojrzewanie układu pokarmowego oraz rozbojanie pęcherzyków powietrza i wydalanie gazów. W naszym wypadku jest to probiotyk Biogaia i krople Espumisan 100 - do stosowania od pierwszych dni życia. Wkrótce Kazik skończy 3 miesiące i będziemy odstawiać jedne i drugie
- masaże brzuszka - w internecie można znaleźć filmy instruktażowe pokazujące kierunek wymasowywania z jelit zalegających tam gazów. Dodatkowo robienie "rowerka" nóżkami. I dużo leżenia na brzuchu - Kazik uwielbia spać w tej pozycji
- ciepłe kąpiele - na rozluźnienie i uspokojenie
- ciepłe okłady - my stosowaliśmy zwykły termofor, ale można kupić mały, dopasowany do rozmiarów brzuszka dziecka, np. z pestkami wiśni (wówczas nie stosujecie wody - wrzątek może się rozlać i być niebezpieczny, należy szczególnie uważać stosując zwykłe termofory!)
- czas - już teraz, blisko 3 miesiąca, widzę jak dziecko zmienia się w tym czasie i dorasta psychicznie i fizycznie. Z tego względu zaczęłam wierzyć w teorię 4 trymestru - zwykle po 3 miesiącach problem kolek mija.

Jeśli i Wy szukacie sposobów złagodzenia bólu Waszych dzieci - mam nadzieję że powyższe metody, lub zmodyfikowane i połączone z kilkoma innymi które można znaleźć w poradach innych rodziców, szybko pomogą! Pamiętajcie - z czasem ma być tylko łatwiej :)

Pierwszy miesiąc dziecka - must have

Pisałam wcześniej o tym, jak powinna wyglądać wyprawka dla noworodka - na podstawie informacji znalezionych w internecie, porad rodziców i znajomych, komentarzy zawartych na forach itd. Jednak pierwszy miesiąc wspólnego życia zweryfikował i te dane :)

Co w naszym wypadku sprawdziło się najbardziej, z czego korzystamy na codzień, bez czego nie wyobrażam sobie życia świeżo upieczonej mamy?


Ubranka

Nie wyobrażam sobie życia bez pajaców! Takich z rozpinanymi obiema nogawkami. Podczas pierwszych dni, gdy bałam się w ogóle podnieść małego aby go nie "uszkodzić" ubieranie go w cokolwiek wkładanego przez głowę było mordęgą. Podobnie wykręcanie tych maleńkich rączek i wciskanie ich w rękawy umieszczone nad głową - koszmar! Pajace są idealne - kładziecie na takim rozpiętym dziecko, po czym z łatwością chowacie wszystkie kończyny i zapinacie całość. No, delikatną mordęgą może być zapinanie pierdyliarda zatrzasków w środku nocy - wówczas na pewno coś pójdzie nie tak i rano zauważycie, że maluch zapięty jest bez ładu i składu :)

Polecam aby to właśnie pajacyki stanowiły większość wyprawki na pierwsze dni - zarówno do szpitala jak i do domu. Gdy nabierzecie wprawę - wówczas zaczniecie ekspetymentować z innymi ubrankami :)


Pielęgnacja

Dobrym pomysłem okazało się kupienie kilku rodzajów pieluch i sprawdzenie jak na nie reaguje maluch - np. po jednych z nich dostał odparzeń i wysypki, po innych skóra była bardzo ładna, a zapachy i wilgoć dobrze wchłonięte. Polecam więc kupienie kilku małych opakowań "jedynek" na początek i sprawdzenie jak na nie reaguje skóra Waszego noworka.

Jeśli chodzi o kosmetyki, na codzień używamy linomagu na zmianę z bepantenem (do higieny okolic odbytu, nawilżania skóry pośladków i nóżek), zasypki/pudru Johnsons&Johnsons (do zasypania odparzeń pachwin jeśli się pojawią oraz popularnych odparzeń fałdów skórnych na szyjce - uwaga! przed użyciem zasypki musicie skórę dobrze umyć gotowaną wodą i dokładnie wysuszyć), kremu ochronnego Bambino - na buzię, przed wyjściem na dwór w chłodniejsze dni.

Dodatkowo nie wyobrażam sobie dnia bez:
- podkładów na przewijak - pomagają utrzymać go w czystości, odizolować dziecko od tworzywa przewijakowego oraz szybko uporać się z problemem w wypadku zasikania :)
- płatków kosmetycznych - mniejszych do czyszczenia oczu i buzi i większych prostokątnych do czyszczenia pupy (nie używamy gotowych nawilżanych chusteczek ze względu na ilość chemii w nich zawartą - jedynie gotowanej ciepłej wody)
- octaniseptu - idealny do czyszczenia kikuta, a później świeżego pępuszka, ale przydał mi się również podczas zapalenia sutków czy dbania o ranę po cięciu cesarskim
- patyczków do uszu - jednak wykorzystywanych do dbania o higienę kikuta i pępka :)
- woreczków zapachowych na pieluchy - pięknie pachną i zabijają wszelkie nieprzyjemne zapachy, dzięki czemu mieszkanie pozbawione jest "swądu szczocha"
- soli fizjologicznej - idealna do przemywania oczek w wypadku zaropienia, jako krople do nosa w wypadku kataru lub problemów z oddychaniem
- wanienki i gąbki którą umieszczamy na dnie, dzięki czemu maleńki noworodek może leżeć swobodnie w kąpieli
- płynu do kąpieli - korzystamy z Hippa do ciała i włosów

Przydały się nam też:
- termometry - gdy dziecko płacze momentalnie się nagrzewa. Dopóki nie poznacie się nawzajem, spanikujecie tysiąc razy myśląc, że ma gorączkę. Warto mieć możliwość szybkiej wersyfikacji swoich lęków. Ja dla pewności wykonuję dwa pomiary - termometrem do stosowania pod pachę/doodbytniczo i doustnym w smoczku
- mielone siemię lniane - duża część noworodków dostaje po jakimś czasie wysypki, często diagnozowanej jako trądzik niemowlęcy - jednak nawet położnej może sprawić problem jednoznaczna diagnoza. Warto wówczas łagodzić objawy naparem: zalewacie łyżeczkę mielonego siemienia lnianego połową szklanki wrzątku i korzystacie z tego naparu cały dzień, rozcieńczając niewielkie ilości jeszcze mniejszą ilością wrzątku aby uzyskać letnią emulsję do przemywania - wystarczy namoczyć wacik i przemyć skórę, a następnie pozostawić do wyschnięcia. Efekty widoczne są już po 1-2 dobach
- proszek i płyn do prania Lovela, płyn do płukania
- krem Maltan - tak, nie tylko na zmęczone karmieniem sutki, ale również jako.. krem na wysuszone i popękane usta maluszka


Kolki

niestety nas nie ominęły. Tu metody są różne i znajdziecie kilka różnych zestawów, które mają zmniejszyć dolegliwości. U nas sprawdzają się (z rzeczy do kupienia, bo poza tym polecam masaże, ciepłe okłady, dużo kontaktu brzuch do brzucha i uspokajania dziecka):
- probiotyk Biogaja - pierwsze efekty mogą wystąpić już po pierwszej dobie od podania, najczęściej zaleca się podawanie przez 2-3 miesiące
- krople Espumisan 100 - podobno po zużyciu jednej butli będziemy mogli już z niego rezygnować
- termofor - do rozgrzewających okładów
- butelka Lovi - ze smoczkiem imitującym sutek kobiecy, wymuszającym odruch ssania jak podczas ssania piersi - uniemożliwia łapczywe jedzenie i minimalizuje ilość połykanego wówczas jedzenia. Dla mnie numer jeden, dużo lepszy od butelek antykolkowych które już zdążyliśmy przetestować
- rumianek - delikatny napar z rumianku podawany do picia, napar z kopru u nas się nie sprawdził


Inne

- kocyków nigdy dość :) Już pisałam, że biją początkowo wypatrzone przeze mnie rożki na głowę. Dobrze mieć ich kilka - u nas zwykle kocyki są rozłożone w newralgicznych miejscach mieszkania (sypialnia małego, nasza, salon) i w wózku, a zawsze jakiś się zabrudzi :)
- pieluchy tetrowe - niezastąpione do wycierania buźki i podczas odbijania po jedzeniu
- pieluchy flanelowe - czasami warto położyć niemowlaka na czymś innym niż sztuczny kocyk, flanela jest ciepła i miła dla skóry
- cążki i nożyczki do paznokci
- szczotka do włosów
- karuzela na łóżko lub cokolwiek z muzyką/kołysankami co będziecie mogli włączyć podczas usypiania

Wyprawka dla malucha

Nie spodziewaliśmy się, że dziecko to prawdziwy nowy człowiek, który potrzebuje zgromadzenia wszystkich rzeczy. Gdy zaczęliśmy o tym myśleć, okazało się, że będzie ich dość sporo.

Jeśli czekacie na pierwsze dziecko - polecam przemyślenie tego tematu z wyprzedzeniem, pozwoli Wam to przygotować się na nadchodzące obowiązki (bieganie po sklepach, wyszukiwanie promocji, serfowanie po internecie w poszukiwaniu okazji) oraz wydatki (my większość rzeczy kupiliśmy używanych, meble odremontowaliśmy itp.) i zaplanować wszystko w czasie (ja chwalę sobie rozłożenie zakupów na poszczególne miesiące dzięki rozłożeniu budżetu - no i im wcześniej tym łatwiej pod względem ciężaru brzucha :))


Ubrania

Tu zaszaleliśmy aż za bardzo, jestem przekonana że w większości ubrań Kazik nie zdąży nawet pochodzić zanim z nich wyrośnie... Nasza radość związana z tym że będziemy mieli syna była jednak ogromna i nie mogliśmy oprzeć się pokusie. Na pewno na początek warto kupić ubranka w dwóch rozmiarach (0-3 i 3+), bowiem nie wiadomo jak duże będzie dziecko. Potrzebujecie po kilka sztuk:
- pajacyków
- body z krótkim i z długim rękawem
- kaftaników
- śpiochów i rajstop
- czapeczek
- rękawiczek niedrapek
- skarpetek

My kupiliśmy lub dostaliśmy dodatkowo bluzy, koszulki, swetry, spodenki, kurteczki, kombinezony, dresy, piżamki, śliniaki... no jednym słowem całe multum rozkosznych maleńkich ubranek, których jest więcej niż naszych razem wziętych :)

Większość ubrań kupiłam na Instagramie :) sporą część mamy też z różnych mamowych grup na Facebooku. Nówki to głównie Tesco oraz Pepco. Plus trochę sprezentowanych :)




Łóżeczko i okolice

Łóżeczko mamy z odzysku. Chciałam kupić takie z trójstopniową regulacją i wyjmowanymi szczebelkami, ostatecznie mamy najprostsze z Ikei, z dwustopniową regulacją i nieruchomymi szczebelkami, bez szuflady i dodatkowych pojemników ale za to gdy dziecko podrośnie można zdjąć jedną ścianę aby dziecko miało do niego swobodny dostęp.
Łóżeczko spolerowałam (częściowo mechanicznie, częściowo ręcznie papierem ściernym), odtłuściłam i pomalowałam farbą przeznaczoną do mebli dziecięcych (nietoksyczna, więc dobrze sprawdziła się jako środek do malowania podczas ciąży ;)). Mała puszka farby kosztowała około 12,50 i spokojnie wystarczyła na 3 warstwy - i jeszcze została :)

Łóżeczko ustawiliśmy pod kontrastową ścianą, której malowanie już opisywałam>>, dlatego postanowiliśmy dobrać pościel pod jej kolor a pozostałe dodatki zostawić stonowane.

Pościel - zamówiłam na wymiar przez Internet w firmie Bajka Beata, którą serdecznie polecam - ochraniacz na łóżeczko, poduszki chmurki, kocyk minky, rożki. Dodatkowo pod kocykiem leży nieprzemakalne prześcieradło na gumkę, zamocowane na materacu (wybraliśmy budżetową opcję gryka-kokos, zobaczymy jak się sprawdzi). Do tego w zapasie czeka zmiana pościeli (w tym poszewki na poduszki i kołderkę dla starszego dziecka - nie mamy jeszcze wypełnienia do nich) i dodatkowe 2 prześcieradła frotte na gumkę.

Na łóżeczku pojawiły się również 3 plastikowe pojemniki z Ikei (sprzadawane w komplecie z koszem na pieluchy, cały komplet około 25 zł) - będę w nich trzymała kosmetyki, chusteczki i inne, które warto mieć pod ręką podczas przemywania buzi czy zmiany pieluch. Żałuję że są białe, ale tylko takie były.

Brakuje nam jeszcze karuzeli, która mam nadzieję wkrótce się pojawi - znalezienie stonowanej kolorystycznie nie jest takie proste :)


MebleTu wykorzystaliśmy nasze stare - zaadoptowaliśmy komodę (na ciuszki i pościel), półkę z 4 szufladami z Ikei (na kosmetyki, ręczniki itp.), szafę (na powieszenie ubrań, schowanie wanienki, przechowywanie pieluch i wszystkiego co nie powinno się kurzyć) i mój stary regał na książki (na ubrania i to co powinno stać tak aby Kazik mógł sobie na to patrzeć :)Z "nowych" rzeczy dokupiłam tylko używany przewijak + pokrowiec frotte na niego i lampy - sufitową rozkładaną "gwiazdę śmierci" wypatrzoną dla Kazika przez tatę, stojącą lampę dającą punktowe światło (osobno kupiliśmy podstawę oraz klosz, tak wyszło dużo taniej) i małą lampkę solną aby jonizowała powietrze.

 











Kosmetyki i pielęgnacja

Opinie są różne, ja wybrałam to co sama uznałam za słuszne, a resztę będę kupowała po wypróbowaniu obecnych kosmetyków. Emolientów i oliwek nie kupowałam - uważam że nie ma sensu ich stosować jeśli ze skórą dziecka wszystko jest ok, tak więc czekamy na narodziny i ocenę jej kondycji już po nich.

- Hipp - 2 w 1, mydło do kąpieli i szampon
- pieluchy - 4 różne opakowania "jedynek" aby wypróbować z których będziemy chcieli korzystać w przyszłości + "dwójki" kupione na promocji
- wilgotne chusteczki do pielęgnacji - również 4 różne do wypróbowania, na późniejszym etapie chcę korzystać z wody
- linomag, bepanthen, sudocrem - do pupki i okolic
- octanisept - do czyszczenia pępka ale również do ran poporodowych
- waciki dla niemowlaków do czyszczenia uszu
- płatki kosmetyczne do przemywania buzi i oczu
- gaziki do przemywania pępka
- wanienka, my dokupiliśmy również gąbkę do położenia na dnie aby łatwiej było trzymać dziecko
- proszek do prania (Lovela do koloru i do białego)
- płyn do płukania ubrań (Bobini dla noworodków)
- smoczki dla niemowlaków - 2
- butelki - 2
- podgrzewacz do butelek - dostaliśmy w prezencie, inaczej chyba bym się nie zdecydowała
- ręczniki - 1-2 duże z kapturkiem, do zawijania po kąpieli (można wykorzystać też zwykłe "dorosłych") + kilka małych
- pieluchy tetrowe + flanelowe
- podkłady do przewijania
- miękka szczotka do czesania włosów
- aspirator

Przed dokonaniem zakupów warto pojeździć i posprawdzać ceny - dzięki promocjom można zaoszczędzić naprawdę wiele pieniędzy! Różnice dochodzą niekiedy do kilkudziesięciu złotych w obrębie jednych zakupów


Wózek

Temat rzeka :) Okazuje się, że wybór jest trudniejszy niż by się pozornie wydawało - a przeciez wózek to tylko wózek, prawda? :) Otóż nie, to trudniejsze niż kupno samochodu! My najpierw wybraliśmy kilka modeli na podstawie opinii z internetu + obejrzanych filmów na YouTubie, ale gdy pojechaliśmy do sklepu i zaczęliśmy nimi jeździć, okazało się że nie spełniają naszych oczekiwań. Przez kolejne weekendy zwiedzaliśmy sklepy i kłóciliśmy się dosłownie o każdy drobiazg.

Ostatniecznie uznaliśmy, że wg nas (podkreślam, to subiektywne, każdy może mieć inne priorytety) wózek powinien:
- być 3 w 1 - gondola + spacerówka + fotelik do samochodu
- mieć dużą gondolę aby nawet dość spore dziecko czuło się w niej komfortowo
- mieć możliwość podnoszenia części główkowej w gondoli
- mieć duży daszek, chroniący przed deszczem i słońcem w razie potrzeby
- mieć łatwo wpinalne i wypinalne elementy + mocowanie i przodem i tyłem
- mieć regulację wysokości rączki (ja jestem sporo niższa)
- mieć porządny hamulec, ale taki który można zablokować/odblokować damską stopą
- mieć skrętne przednie koła ale z możliwością blokady jazdy na wprost
- mieć pompowane koła
- mieć niezłe amortyzatory aby poruszać się nim nie tylko po gładkiej powierzchni
- łatwo się składać, do niewielkich rozmiarów (mój nieduży bagażnik)
- być w miarę lekki (perspektywa wnoszenia na drugie piętro)
- być ładny
- mieścić się w założonym budżecie :P

Z tych punktów nie udało nam się zrealizować kryterium wagi - dla mnie wózek jest zbyt ciężki abym mogła go wnosić do mieszkania, ale poza tym wygląda na stabilny i chyba będzie się bardzo dobrze prowadził. Zobaczymy co pokaże praktyka :)

Wybraliśmy model Expander Mondo Ecco + fotelik Jedo Fyn (kolejny dokupimy za kilka miesięcy, być może już z bazą do mocowania)

Ważne! Poszukiwania mogą być czascohłonne nie tylko z powodu skrupulatności - okazało się, że w większości sklepów wózki nie są dostępne od ręki... My mieliśmy czekać na realizację zamówienia około miesiąca, czekaliśmy ponad 6 tygodni. Warto zająć się tym tematem z wyprzedzeniem :)

Do wózka dostaliśmy też super pościel od mojej siostry - rysowaną specjalnie dla Kazika :)


Inne
- np. książki - czytanie do brzucha pozwala podobno nawiązać więć z dzieckiem. W praktyce czytaliśmy Kazikowi raptem dwukrotnie, całe wieczory poświęcamy na bawienie się z brzuchem, całowanie go i opowiadanie mu o minionym dniu, sprawia nam to dużo więcej frajdy niż czytanie baśni :) i pozwala zbudować więź - i między nami i między nami a dzieckiem
- wiele innych, na które na razie się nie zdecydowaliśmy - np. nosidełko, chusta, zabawki dla starszego dziecka, misie szumisie itp. Na to przyjdzie pora gdy przetestujemy dotychczasowe zakupy i poznamy nasze dziecko, sprawdzając co lubi, jak się zachowuje i czego jeszcze mu brakuje :)


Dla mamy
- tantum rosa - przydatne po porodzie
- podkłady poporodowe
- podpaski
- majtki poporodowe
- wkłady poporodowe
- koszula
- kosmetyki
- wkładki laktacyjne
- laktator - dostałam w prezencie, ręczny, zobaczymy jak się będzie sprawował
- dobra książka, żeby chwilę odpocząć :)

Wyprawka do szpitala

Teoretycznie każdy szpital powinien mieć listę z wyprawką umieszczoną na swojej stronie. W praktyce jednak podobno okazuje się, że nie zawsze pokrywa się ona z tym czego młoda mama i dziecko potrzebują w rzeczywistości, albo dochodzi do sytuacji takiej jak u mnie – szpital od niewiadomo jak dawna ma stronę w renowacji, a infolinia mówi: „proszę sobie popatrzeć na strony innych szpitali i coś wybrać”.

No więc wybieramy, mam nadzieję że to co rzeczywiście będzie potrzebne J Uspokaja mnie to że w moim szpitalu na dole znajduje się sklepik, w którym zawsze można dokupić brakujące drobiazgi oraz to, że w przyszłym pokoju Kazika wszystko jest dość skrupulatnie ułożone, a ja pamiętam gdzie i co – najwyżej będę instruowała jego tatę co ma nam dowieźć J



Dla dziecka
- 5 pajacyków rozpinanych po całości – na początku naszykowałam ładne kaftaniki, bluzeczki i rajstopki, ale uznałam że w tych pierwszych dniach będę na tyle zestresowana, że im mniej przekładania czegokolwiek przez główkę i komplikacji tym lepiej  (uwaga, niektóre mamy zwracają uwagę na to że gdzieniegdzie może być jeszcze chłodno - asekuracyjnie dokładam do torby skarpetki i body, zobaczymy) J
- paczka pieluch – kupiłam na próbę 4 różne małe opakowania i zobaczymy, które najbardziej nam podpasują. Do szpitala wybieram te z wycięciem na pępek
- 2 czapeczki – bez sznurków w które dziecko mogłoby się zaplątać
- 2 rękawiczki niedrapki
- rożek – nasz synek na początku nie będzie spał pod kołderkami, ale właśnie w rożku
- kilka pieluch tetrowych
- pielucha flanelowa (może zastąpić kocyk, ręcznik itp.)
- 2 małe ręczniczki – dużego na razie nie biorę, ponieważ i tak przez pierwsze 3 doby dziecko w szpitalu nie jest kąpane, a więc liczę na to że pierwsza kąpiel odbędzie się już w domu
- mała butelka – bo nigdy nie wiadomo…
- smoczek - na wszelki wypadek
- nawilżone chusteczki do pupy – tu również kupiłam kilka opakowań, choć szykuję się na to że po kilku pierwszych dniach w szpitalu itp. przerzucimy się na mycie pupy wodą, a nie nawilżanymi chusteczkami, które zawierają dużo chemii
- kosmetyki powinny być w szpitalu, ale na wszelki wypadek biorę też małe opakowania: linomagu, octaniseptu do pępka, bepanthenu

Na wyjście szykujemy:
- fotelik
- kocyk
- pluszowy kombinezon
- grubszą czapeczkę i rękawiczki



Dla mamy
- 3 koszule (jedna do porodu, dwie na zmianę)
- leginsy i tunika (liczę na to że nie będę musiała jednak łazić nonstop w koszulach ;) poza tym jeśli Kazik nie zechce nas odwiedzić w lutym to przede mną indukcja porodu więc być może kilka dodatkowych dni pobytu w szpitalu)
- miękkie kapcie
- klapki pod prysznic
- szlafrok (właściwie to biorę tylko dresową narzutkę, bo szlafrok mam gruby i ogromny)
- ręcznik
- kosmetyki
- podpaski – 2-3 opakowania na wszelki wypadek
- 3 podkłady poporodowe – żeby nie prosić o nie za każdym razem pań pielęgniarek
- majtki poporodowe – kupiłam 4 pary wielokrotnego użytku, do prania + majtki jednorazowe
- wkłady poporodowe
- wkładki laktacyjne – póki co mleka nie widać L Ale liczę na to że jeszcze się pojawi
- stanik aby gdzieś te wkładki umieszczać
- do porodu – woda w butelce z dozownikiem
- książka
- ładowarka do telefonu
+ ubrania na wyjście
+ bardzo ważne - dokumenty + wyniki badań

Jedna z mam zwróciła również uwagę na to, że przydaje się laktator - ja póki co mam taki ręczny, zostawiam go pod ręką na wszelki wypadek.


No i dodatkowo, ze względu na cukrzycę, muszę wziąć ze sobą jakiś prowiant J

Kosmetyki w ciąży – moje must have


Ciąża to czas, w którym nasze ciało narażone jest na mnóstwo zmian – o ile rosnący brzuszek czy piersi należą do tych miłych, o tyle wiotkość skóry czy rozstępy raczej nie są pożądane. Dlatego szczególnie w trakcie tych kilku miesięcy należy dbać o dobry dobór kosmetyków.

Oczywiście jest to kwestia niezwykle subiektywna i nie każdej z nas będzie pasowało to samo, jednak chcę pokazać Wam moje must have.

Charakteryzuję się skórą wrażliwą, skłonną do przesuszeń, z okresowymi nawrotami azs – a więc spore wyzwanie J O ile na co dzień byłam uzależniona od nawilżania, o tyle w trakcie ciąży postanowiłam częściowo zastąpić je natłuszczaniem, aby jeszcze mocniej wesprzeć elastyczność skóry i próbować zapobiegać rozstępom, z którymi niestety miałam już do czynienia we wcześniejszych okresach życia.

Poza wymienionymi poniżej stosowałam kosmetyki których używałam przed ciążą i nie czułam potrzeby ich zmiany na tych kilka miesięcy J (płyny do kąpieli, mydła, żele, szampony, odżywki, kosmetyki pachnące i kolorowe).



Ciało

Teoretycznie dbanie o skórę powinno rozpoczynać się od około 4 miesiąca ciąży. Ja o mojej wiedziałam bardzo wcześnie i dość szybko kupiłam kosmetyki dedykowane przyszłym mamom – w tym momencie odrzuciłam balsamy uelastyczniające skórę i przeciwdziałające cellulitowi, od których byłam uzależniona (ze względu na dużą zawartość kofeiny lub działania silnie rozgrzewające lub chłodzące) i wybrałam łagodniejsze, nawilżające.

Przez pierwsze cztery miesiące, ze względu na problem z nadwrażliwością na zapachy, często miałam problem z posmarowaniem skóry czymkolwiek, bo wszystko brzydko mi pachniało – stosowałam więc na zmianę, w zależności od tego co przeszkadzało mi mniej, poniższe – każda z Was powinna sama powąchać i stwierdzić który zapach jej odpowiada J
- Bielenda, Sexy Mama, Balsam ujędrniający do ciała antycellulit – do stosowania w ciąży i po porodzie – działający nawilżająco
- Lirene, Będę Mamą, Wygładzający balsam antycellulitowy – zawierający masło kakaowe i witaminę PP
- Efektima Pharmacare, Mama Care, Kuracja zapobiegająca rozstępom dla kobiet w ciąży – zmniejszający ryzyko pojawienia się rozstępów
Wszystkie charakteryzują się dość delikatnym zapachem (pod warunkiem że nie jesteście w pierwszym trymestrze ciąży – w takim wypadku same musicie wybrać ten najmniej drażniący) i szybko się wchłaniają. Raczej nie zauważyłam specjalnego działania antycellulitowego czy zmniejszającego ilość gromadzącej się wody, ale działanie nawilżające utrzymuje się od kilku godzin do wieczora. Poranne kremowanie pomaga również wyrobić nawyk używania kremów, bardzo potrzebny w późniejszym etapie ciąży.

Od piątego miesiąca zaczęłam bardzo dbać o to, aby używać kosmetyków i rano i wieczorem, systematycznie, przy czym na wieczór wybierałam te natłuszczające. Do absolutnych hitów zaliczam dwa poniższe, nie umiem określić który jest lepszy, stosuję naprzemiennie do końca ciąży i jestem przekonana że po niej również te kosmetyki znajdą miejsce na mojej półce:
- olej kokosowy – dziewczyny zwykle wybierają ten pachnący, ja ze względu na nadwrażliwość wolałam wersję rafinowaną na zimno, bezzapachową. O właściwościach oleju kokosowego pisano już wiele – jest zdrowy jako tłuszcz dodawany do potraw, ale ma również świetne właściwości kosmetyczne, można z niego przyrządzać maski na włosy, paznokcie i stosować zamiast balsamu do ciała. Wersja którą prezentuję jest naprawdę niedroga – koszt około 10-20 zł np. w sklepach Biedronka. W temperaturze pokojowej ma konsystencję stałą, jednak wystarczy ogrzać go w dłoniach aby zmienił się w olej. Ja zwykle przekładałam niewielkie porcje do słoiczka po dżemie i ogrzewałam go pod strumieniem ciepłej wody, aby był gotowy do aplikacji na ciało. Polecam smarowanie się nim po kąpieli, po delikatnym osuszeniu ciała ale przed wyjściem spod prysznica. W przeciwnym wypadku, szczególnie gdy brzuszek zacznie już przeszkadzać, możecie nieźle zachlapać i zatłuścić łazienkę J
Olej uelastycznia skórę, nawilża ją i natłuszcza, w wypadku już powstałych rozstępów pomaga w ich zmniejszeniu i rozjaśnieniu – genialny naturalny kosmetyk! Po porodzie można go używać także do pielęgnacji suchej skóry maluszka
- olejek BabyDream z Rossmana – kupiłam go na wypróbowanie ze względu na promocyjną cenę i.. tak już zostało, do końca ciąży kupowałam kolejne buteleczki po skończeniu poprzednich J Ma przyjemny zapach, mimo tego że jest dość intensywny to nie drażnił mnie  w żadnym momencie ciąży. Łatwo się aplikuje, doskonale rozprowadza na skórze, natłuszcza ją i pozostawia delikatny aromat na skórze. Stosuję wymiennie z olejem kokosowym

Przede mną jeszcze dwa tygodnie do terminu porodu, ale (odpukać!) na moim ciele, mimo znacznego rozciągnięcia skóry, przybrania na wadze i zwiększenia obwodów – nie pojawiły się żadne rozstępy.

Pamiętajcie aby dbać o swoją skórę – oczywiście skłonności do rozstępów mogą być dziedziczne i nawet smarowanie się 5 razy na dobę może Was przed nimi nie uchronić, jednak warto minimalizować ryzyko i dbać o elastyczność skóry, która po porodzie będzie musiała wrócić do odpowiedniej formy.



Twarz

Nie zmieniłam tu znacznie kosmetyków, więc poniżej widzicie to bez czego nie mogę obyć się również na codzień J
- Apis, Peeling do twarzy – enzymatyczny, a więc bez ścieralnych drobinek, a dzięki temu idealny do skóry skłonnej do podrażnień – po jego użyciu nie pojawiają się podrażnienia, a skóra jest oczyszczona. Jestem ogromną fanką kosmetyków żurawinowych z firmy Apis, ze względu na uczucie świeżości które pozostawiają po użyciu. To naturalne kosmetyki, bez parabenów, świetnie sprawdzają się u osób z nadwrażliwością na intensywne dodatki do kosmetyków. Niestety nie tak łatwo je dostać, u mnie zwykle kończy się zamawianiem przez internet
- Pharmaceris A, multilipidowy krem odżywczy – polecany właśnie do pielęgnacji skóry nadwrażliwej, skłonnej do przesuszania i podrażnień – dla mnie jest neutralny, fajnie nawilża, nadaje się do stosowania pod podkłady, prawie nie pachnie
- Loreal, Woda micelarna – idealna do codziennego oczyszczania twarzy i demakijażu
- Nivea, Care – lekki krem nawilżający, idealny do stosowania z innym na zmianę



Włosy

Dwa kosmetyki bez których nie wyobrażam sobie okresu ciąży… ani żadnego innego J
- Schwarzkopf, Gliss Kur – odżywka do włosów w płynie, posiada atomizer dzięki któremu w łatwy sposób aplikujemy mgiełkę na wilgotne włosy, doskonale je nawilża i pozostawia ładny zapach. Wprawdzie dzięki ciąży moje włosy prawie przestały wypadać (czekam teraz z niepokojem na ten moment pół roku po porodzie gdy wszystkie mają podobno wypaść w jednym momencie ;)), ale uzależnienie od stosowania odżywek pozostało – włosy ładnie się układają, są dość gęste i błyszczące

- Batiste, suchy szampon – jestem zakochana w tych kosmetykach. Niestety również w okresie ciąży zdarzają się gorsze momenty, dni gdy nie mamy siły na mycie i suszenie włosów, które po całej nocy spędzonej na mdłościach mogą nie wyglądać zbyt pięknie. Z pomocą przychodzą tzw. suche szampony – wystarczy uczesać włosy i rozprowadzić preparat w spreju u ich podstawy, a następnie wyczesać preparat. Oczywiście nic nie zastąpi mycia J ale jako doraźny środek Batiste jest szybki i skuteczny, pozostawia ładny zapach a włosy wyglądają świeżo. Ten sposób na pewno pozwoli nam przetrwać dzień w dobrym nastroju i odczekać z myciem włosów do wieczora